Po co radzą rady osiedli?

Niewątpliwie najgorętszym punktem poprzednich (lutowych) obrad Rady Warszawy miało być głosowanie nad przenosinami na Mokotów gimnazjum z ul Twardej. Mając jednak wiedzę, że w obecnej kadencji radni partii rządzącej spełniają funkcję maszynki do przepychania uchwał, a nie reprezentacji mieszkańców – efekt był z góry do przewidzenia. Dużo bardziej zaskoczył mnie wynik głosowania nad sprawą z pozoru błahą, mianowicie inicjatywą nazewniczą Rady Osiedla Kamionek, przeciw której radni PO i PiS głosowali tak zgodnie, jak rzadko im się zdarza.

Mieszkańcy Kamionka zaproponowali nazwanie mini ronda u zbiegu Terespolskiej i Stanisławowskiej imieniem Prezesa Ochódzkiego. Abstrahując od uzasadnienia i motywacji, jakie nimi kierowały, ponieważ były już one szeroko omawiane w mediach lokalnych, uważam sam pomysł wzięcia w swoje ręce inicjatywy i próbę odmartyrologizowania mapy Warszawy na rzecz umieszczenia na niej akcentu humorystycznego za bardzo pozytywny i godny pochwały. Niestety, Prezes Ochódzki poległ w starciu z samozwańczymi lustratorami z Sali Warszawskiej PKiN, którzy ekspresowo rozprawili się z jego (fikcyjnym, jak by nie patrzeć) życiorysem. W przeciwieństwie do lewicy i radnych niezrzeszonych (wniosek poparł cały Klub Radnych SLD, Marcin Rzońca z TR i Maciej Maciejowski, były radny PiS), wzięli pod uwagę jedynie swój stosunek do omawianej postaci, nie bacząc na psucie społeczeństwa obywatelskiego, którego dokonują.



Pewnie nie każdy warszawiak wie, że najniższym stopniem samorządu terytorialnego w stolicy nie są, czy raczej nie muszą być rady dzielnic. Mimo że ustrój Warszawy jest wyjątkowy w skali kraju, to jednak rady dzielnic mogą tak samo jak rady miast i gmin powoływać na swoim terenie jednostki pomocnicze – w tym wypadku rady osiedli. Potrzebna do tego jest własna inicjatywa rady dzielnicy lub wniosek poparty przez 5% mieszkańców obszaru planowanego osiedla. Rada nadaje również jednostkom uprawnienia określone statutem osiedla.

Skład rady osiedla wybierany jest na czteroletnią kadencję w wyborach powszechnych, jednak w każdej dzielnicy w innym terminie, do tego często te terminy są przesuwane z różnych przyczyn. To pierwszy problem, przez który niewielu mieszkańców stolicy wie o ich istnieniu, a frekwencja wyborcza oscyluje wokół błędu statystycznego.

Drugim problemem jest fakt, że utworzenie jednostek pomocniczych nie jest obligatoryjne, dlatego większość dzielnic nie zadaje sobie trudu, aby powołać ciała, do których później trzeba zgłaszać się po opinie, co tylko doda urzędnikom pracy. Obecnie samorządy mieszkańców (w liczbie 58) funkcjonują jedynie w połowie warszawskich dzielnic, z czego na Bielanach, Pradze-Południe, w Rembertowie, Śródmieściu i w Wawrze ich siecią pokryte są całe dzielnice, na Ursynowie do tej pory powołano sześć osiedli, na Mokotowie trzy, na Targówku dwa, a na Żoliborzu jedno (dane dotyczące swojej dzielnicy można znaleźć na: inicjatywa.um.warszawa.pl/index.php/rady-osiedli).

Trzecim problemem, który nie zachęca warszawiaków do partycypowania na tym szczeblu samorządu są nikłe kompetencje, za którymi dodatkowo nie idą środki na funkcjonowanie. Rady osiedli głównie opiniują sprawy dotyczące danego terytorium na wniosek władz dzielnicy, mogą wydawać stanowiska i składać interpelacje, a także posiadają inicjatywę uchwałodawczą względem Rady Dzielnicy. Nie posiadają jednak własnego budżetu, a radni nie otrzymują żadnego ekwiwalentu za poniesione wydatki (np. koszt rozmów telefonicznych), mimo że ustawodawca dał taką możliwość. Wszelkie wydatki związane z bieżącą działalnością pokrywane są z dotacji celowych od dzielnicowych urzędów.

Jeżeli chcielibyśmy więc, aby najniższy szczebel samorządu zafunkcjonował w Warszawie tak, jak powinien, potrzebne są przede wszystkim zmiany systemowe. Powołanie rad osiedli we wszystkich dzielnicach i zrównanie ich kadencji (aby głosowanie odbywało się jednocześnie w całej Warszawie) nadawałoby odpowiednią rangę wyborom i mogłoby przyczynić się do powstania swoistego święta demokracji lokalnej, która w stolicy jest wyjątkowo ograniczona.

Powinno się nadać im większe kompetencje i niewielkie autonomiczne budżety, aby miały pole do działania i do nagłaśniania swojej działalności. Warto rozważyć również skromne diety dla radnych (20-50 złotych), aby przynajmniej nie musieli dokładać do swojej działalności. Z drugiej strony, trzeba zapewnić odpowiedni rozgłos, aby nie było problemów ze skompletowaniem listy kandydatów. Można to osiągnąć poprzez informowanie o działalności samorządów mieszkańców na stronach urzędu, w gazetach lokalnych czy portalach społecznościowych, ale przede wszystkim udowadniając, że mają one realną (choć w mikroskali) władzę, a nie są jedynie kwiatkiem do kożucha władz lokalnych. Okazji do tego na ostatniej sesji radni Warszawy nie wykorzystali.
Trwa ładowanie komentarzy...